Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwsze obiadki - 6 miesiąc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwsze obiadki - 6 miesiąc. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

Mania ryżowo - jabłkowa

Prostota dań to moja specjalność. Kiedy brak mi pomysłu lub czasu na przygotowanie drugiego dania łapię to, co mam pod ręką i mam obiad w 20 minut. Jeśli jednak wcześniej postanawiam przygotowanie ryżu z jabłkami - bo o nim dziś mowa - to staram się, aby zupa była multiwarzywna i wypełniona mięskiem. Potrawa ta doskonale sprawdza się również jako deser.
Przepis jest błahy, a tak dobrze urozmaica tygodniowe menu.

czwartek, 13 marca 2014

Megapaka zup z buraka

Burakiem też urozmaicamy dietę i serwujemy go maleństwu jako jeden z pierwszych smaków. W miarę rozwoju dzieciaczka czerwona zupka ewoluuje od mono-papki po wypasiony barszcz ukraiński. Buraczkowa na każdym kolejnym etapie nie różni się zbyt drastycznie od swojej poprzedniczki dlatego przedstawiam Wam tu i teraz, za jednym zamachem trzy warianty: dla niemowlęcia powyżej skończonego 6 msca, powyżej skończonego 7 msca i dla dziecka powyżej roku. Składników nie wypisuję w słupku, tylko pogrubiam w przepisie.


ZUPA KREM Z BURAKA, 6+
1. Umyj, obierz, ugotuj buraka.
2. Ugotuj kaszę manną. Proporcje: pół szklanki wody na łyżkę kaszy.
3. Połącz buraczka z kaszą i zmiksuj.

I posiłek gotowy :)

środa, 8 stycznia 2014

Po pierwsze: marchew, po drugie pierwsze: ziemniaczki, po trzecie pierwsze: brokuły. Przepis na pierwsze zupki.

Pamiętam jak dziś te czerwcowe armagedony temperaturowe i poszukiwania ukojenia na zimnej podłodze obok wentylatora. A teraz Marysieńka ma już pół roczku. Gada sobie, śmieje się wniebogłosy, pionizuje jak tylko potrafi, co z jej posturą nie jest lekkim chlebem.
Co się z tym wiąże: zmiany, zmiany, zmiany, także w jadłospisie. Straciłam monopol na żywienie na rzecz prawdziwych pokarmów.

Wkraczamy w...
...siódmy miesiąc.





















wtorek, 31 grudnia 2013

Nowości w świecie Mani: marchewka & śliniak BabyOno

Podczas naszej świątecznej objazdówki wypoczynkowej (przynajmniej w założeniu) miał miejsce pewien incydent. Otóż pewnego razu trzymałam Marysię na rękach i jednocześnie jadłam ciastko. Mania jak zawsze przyglądała się obiektowi, który wędrował do mojej buzi i najwidoczniej obmyśliła sobie w główce plan zdobycia go, bo po chwili, z przyczajki, zupełnie nagle rzuciła się całą sobą na ciastko, niczym gepard na gazelę przy wodopoju. Najpierw wbiło mnie fotel z niedowierzania, po chwili poniósł mnie niepochamowany śmiech.

Wniosek nasuwał się sam: dłużej nie można czekać. A oczekiwanie dodatkowo przedłużył nasz wyjazd. Ale przyszedł już czas na ten przełomowy moment pierwszej łyżeczki. Nie była to jednak ugotowana maminymi rękami domowa zupka, tylko marchew ze słoiczka. Kiedy mieszka się w mieście, w którym pani za ladą na prośbę klienta czyta skład produktu, ale podaje błędne informacje, żeby tylko sprzedać (a przykłady oszustw i naciągania można mnożyć) to zaufanie do sprzedawców osiąga poziom ujemny. Zatem zdrowych warzyw trzeba szukać tam, gdzie procent pewności jest najwyższy: we własnym ogródku bądź w słoiczkach. Z racji pory roku ta pierwsza opcja odpada.

100% marchew