Gdy w miniony weekend jechaliśmy pociągiem, wybiła godzina podwieczorku. Dziewczynki wlepiały niecierpliwy wzrok w Mężnego, przygotowującego dla nich owoce, a scenie przyglądała się z boku 2,5 letnia dziewczynka. Jak się okazało - typowy niejadek, za którym trzeba ganiać z łyżką i gimnastykować się, żeby łaskawie coś skubnął.
Nasze dzieci są jej przeciwieństwem - kochają jeść. Swoim apetytem i kulturą jedzenia imponują nawet naszym gościom. Zawsze przy stole, bez poganiania, gadek nad talerzem i pogardy dla mięsnych czy warzywnych kąsków. O tym, że mam w domu dwie małe Głodzille pisałam już w Wilczych apetytach. A teraz opowiem Wam jakie zaklęcia zastosowałam, żeby do tego doszło [trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie metody sprawdzą się w każdym domu, a to, co opisuję jest moim doświadczeniem]: